Mitsubishi Colt jako pierwsze auto dla młodego kierowcy – plusy, minusy, typowe awarie

1
132
1/5 - (1 vote)

Nawigacja:

Pierwsze auto, pierwszy dylemat – czy Colt ma sens dla świeżo upieczonego kierowcy?

Prawo jazdy świeżo odebrane z wydziału komunikacji, w kieszeni realne „do 15 tysięcy”, a w głowie wizja auta, które „nie zrujnuje, ale też nie będzie wstydem pod uczelnią”. Znajomy z warsztatu rzuca: „Bierz Mitsubishi Colta, proste i nie do zdarcia”, rodzice kręcą nosem, bo nigdy o tym modelu nie słyszeli, a wujek z Allegro straszy „drogimi częściami do japońców”.

Większość młodych kierowców szukając pierwszego auta potrzebuje kilku rzeczy naraz: prostoty obsługi, taniej eksploatacji, rozsądnej dynamiki i nadwozia, którym można spokojnie zaparkować pod blokiem, nie drżąc przy każdym manewrze. Dochodzi też estetyka – auto ma po prostu się podobać, przynajmniej trochę, bo to jednak wizytówka pod szkołą, uczelnią czy w pracy.

Mitsubishi Colt w tej układance pojawia się zwykle obok takich modeli jak Renault Clio, Ford Fiesta, Toyota Yaris czy Volkswagen Polo. Na tle tej czwórki Colt wygrywa zwykle:

  • prostotą niektórych silników benzynowych i ich odpornością na zaniedbania,
  • bardzo dobrą zwrotnością,
  • przestronnym wnętrzem jak na swoje rozmiary,
  • często lepszym stosunkiem ceny do rocznika i wyposażenia (jest mniej „modny”).

Przegrywa natomiast w miejscach, na które wiele osób zwraca uwagę dopiero po zakupie: wyciszenie na trasie, jakość plastików w środku, mniejsza ilość „bajerów” w niektórych wersjach. Yaris czy Polo mają też bardziej rozpoznawalny „znaczek”, co wpływa na odsprzedaż, ale też na ceny zakupu.

Wokół Mitsubishi i Colta narosło sporo mitów. Jeden z częstszych to: „japończyk nie rdzewieje” – niestety, to nieprawda, bo zwłaszcza starsze generacje Colta potrafią rdzewieć jak każde inne auto, jeśli były zaniedbane lub błąkały się po solonych drogach bez zabezpieczenia. Drugi mit brzmi: „Mitsu ma kosmicznie drogie części” – części oryginalne rzeczywiście bywają droższe, ale baza zamienników jest szeroka, a wiele elementów eksploatacyjnych kosztuje podobnie jak do europejskiej konkurencji.

Jeśli ktoś szuka pierwszego samochodu, którym głównie będzie jeździł po mieście, do szkoły, na uczelnię i czasem na weekendowy wypad, Mitsubishi Colt może okazać się jedną z bardziej rozsądnych propozycji. Wymaga jednak zrozumienia jego specyfiki – zarówno zalet, jak i ograniczeń oraz typowych awarii – bo wtedy łatwo wybrać konkretny egzemplarz, który nie zamieni pierwszego roku za kierownicą w pasmo wizyt u mechanika.

Młody mężczyzna prowadzi czerwone Mitsubishi, zapięty w pas bezpieczeństwa
Źródło: Pexels | Autor: MUHAMMAD ZACK

Krótki przegląd generacji Colta – które mają sens jako pierwsze auto?

Najważniejsze generacje z perspektywy młodego kierowcy

Mitsubishi Colt był produkowany przez wiele lat, ale dla współczesnego młodego kierowcy kluczowe są przede wszystkim dwie generacje, które realnie mieszczą się w typowym budżecie pierwszego auta i dają rozsądny balans wieku do ceny:

  • CJ0 (ok. 1995–2002) – piąta generacja Colta, bardzo prosta konstrukcyjnie, głównie jako 3- i 5-drzwiowy hatchback. Dziś to już leciwe auta, ale nadal kuszą niską ceną zakupu.
  • Z30 (ok. 2004–2012) – szósta generacja, najczęściej wybierana przez młodych kierowców. Rozsądny wiek, współczesny wygląd, niezła dostępność części i względnie nowoczesne podejście do bezpieczeństwa.

Pomiędzy tymi generacjami były jeszcze wersje przejściowe oraz rynek specyficznych odmian, ale dla praktycznego wyboru „pierwszego auta” te dwie rodziny są kluczowe. Z30 ma też swoje warianty: 3-drzwiowy Colt CZ3, wersje bardziej usportowione CZT, a na innych rynkach występował Colt Plus kombi, ale w Polsce to rzadkość.

Które roczniki mają sens przy typowym budżecie „pierwszego auta”?

Przy realnym budżecie do około 15 tysięcy złotych wybór zwykle sprowadza się do:

  • Końcowe roczniki CJ0 – tanie, ale bardzo stare, często z dużymi przebiegami i problemami z korozją. Można trafić zadbaną sztukę, ale to wymagający filtr wyboru.
  • Środkowe i późne roczniki Z30 – najrozsądniej celować w Colta VI (Z30) z lat mniej więcej 2006–2011. Takie auta mogą jeszcze mieć przyzwoity stan blacharski, rozsądne przebiegi i przyzwoite wyposażenie (klima, elektryka, czasem ESP).

Wersje po 2008 roku częściej oferują lepsze wyposażenie z zakresu bezpieczeństwa (więcej poduszek, ESP), ale są też odpowiednio droższe. Przy ograniczonym budżecie lepiej kupić starszy rocznik w naprawdę dobrym stanie niż młodszy, ale „zajeżdżony” i zaniedbany.

CJ0 kontra Z30 – praktyczne różnice dla młodego kierowcy

Generacja CJ0 kusi najniższą ceną. To bardzo proste, lekkie auto, w którym mechanika bywa zaskakująco wytrzymała, a wiele napraw jest banalnych nawet dla początkującego majsterkowicza. Minusem jest wiek – rdzewieją nadkola, progi, czasem podłoga, a poziom zabezpieczeń i wyposażenia jest dziś archaiczny. Brak klimatyzacji, ABS w części egzemplarzy i niewielka liczba poduszek powietrznych to norma.

Colt Z30 (VI generacja) to zupełnie inny świat. Samochód jest wyraźnie bezpieczniejszy, ma nowocześniejszą konstrukcję nadwozia, lepiej wypada w zderzeniach, a w większości egzemplarzy można liczyć na ABS, czołowe poduszki powietrzne, często boczne i kurtynowe. Do tego dochodzi bardziej współczesny wygląd wnętrza, lepsza ergonomia oraz wygodniejsza pozycja za kierownicą.

Elektronika w Z30 jest już obecna, ale w porównaniu do dzisiejszych aut wciąż raczej prosta. Niewiele jest tutaj skomplikowanych systemów, które potrafią generować astronomiczne rachunki. Kluczowe moduły (np. sterownik silnika) są trwałe, o ile nie był przeprowadzany „druciarski” tuning lub garażowe eksperymenty z instalacjami.

Colt CZT i inne „gorące” odmiany – czemu to najczęściej zły pomysł na pierwszy samochód

Colt CZT, czyli usportowiona wersja Colta z turbodoładowanym silnikiem 1.5, kusi osiągami. Przyspieszenie, lepsze zawieszenie, sportowy charakter – to brzmi jak spełnienie marzeń świeżo upieczonego kierowcy. Niestety, te auta zazwyczaj mają za sobą bardzo intensywne życie. Egzemplarze, które przetrwały do dziś, często były katowane, tuningowane, chipowane, jeżdżone torowo lub po prostu mocno eksploatowane.

Takie samochody wymagają większego doświadczenia za kierownicą i większego portfela na utrzymanie. Wymiana turbosprężarki, mocniejsze hamulce, opony o wyższym indeksie prędkości – to wszystko kosztuje więcej niż w zwykłych, wolnossących wersjach. Do tego dochodzi dużo większe ryzyko, że silnik był regularnie przeciążany i skracano jego życie bezlitosną jazdą na zimno.

Jeżeli ktoś świadomie szuka „zabawki” i ma pełną świadomość kosztów oraz ryzyka, Colt CZT może być świetnym narzędziem do nauki sportowej jazdy. Dla typowego młodego kierowcy, który szuka pierwszego, rozsądnego auta do codziennego życia, to jednak niemal zawsze zbyt ryzykowny wybór.

Dlaczego Colt VI (Z30) z prostym benzynowym silnikiem to złoty środek

Przy zderzeniu wszystkich plusów i minusów najczęściej to właśnie Colt VI generacji z benzyną 1.1, 1.3 lub 1.5 wygrywa jako kompromis dla młodego kierowcy. Nie jest przesadnie duży, dobrze czuje się w mieście, pali rozsądnie i przy odpowiednim silniku znosi instalację LPG. Wersje te dają spokojne, przewidywalne prowadzenie i wystarczającą dynamikę do codziennych dojazdów.

Jednocześnie Colt Z30 jest już na tyle dojrzałą konstrukcją, że jazda nim nie jest „motoryzacją retro”, tylko normalnym, przewidywalnym użytkowaniem auta. Nie trzeba dopłacać za logo, jak w przypadku niektórych niemieckich modeli, a w zamian otrzymuje się stosunkowo mało „modne” auto, które często było własnością ludzi traktujących je jako zwykłe narzędzie, a nie wyścigówkę.

Wnętrze małego czerwonego auta, deska rozdzielcza i kierownica
Źródło: Pexels | Autor: Mike Bird

Zalety Mitsubishi Colta z perspektywy młodego kierowcy

Zwrotność i gabaryty – przyjaciel miejskich ulic

Jedną z pierwszych rzeczy, którą czuje osoba przesiadająca się z auta szkoleniowego do Colta, jest lekkość i łatwość manewrowania. Krótkie nadwozie, duży kąt skrętu kół i stosunkowo pionowa tylna ściana nadwozia ułatwiają parkowanie w ciasnych miejscach. To ważne, gdy codziennie trzeba się przeciskać między samochodami pod blokiem czy na uczelni.

Choć Colt należy formalnie do segmentu B, w środku oferuje przestrzeń zbliżoną do niektórych kompaktów. Z przodu bez problemu zmieści się wysoka osoba, a z tyłu dwóch dorosłych pasażerów może podróżować bez dramatu, szczególnie w wersji 5-drzwiowej. Dla młodego kierowcy oznacza to, że można spokojnie zabrać znajomych na wypad za miasto bez poczucia jazdy w „pudełku po butach”.

W ruchu miejskim Colt daje poczucie kontroli – zwinny, przewidywalny, nietrudny w panowaniu przy niższych prędkościach. To pomaga nabrać pewności siebie za kierownicą i redukuje stres wynikający z pierwszych samodzielnych manewrów na zatłoczonych ulicach.

Silniki benzynowe – prostota, trwałość, przyjazność dla LPG

Największą zaletą Colta z punktu widzenia mechaniki jest gama prostych, wolnossących silników benzynowych, zwłaszcza w generacji Z30. Jednostki 1.1, 1.3 i 1.5 nie mają bezpośredniego wtrysku, skomplikowanego doładowania czy skomplikowanych systemów zmiennych faz rozrządu na kilku wałkach. To konstrukcje, które lubią regularne wymiany oleju i filtrów, ale nie wymagają tak drogich serwisów jak współczesne małolitrażowe turbobenzyny.

W wielu egzemplarzach silniki 1.1 i 1.3 świetnie współpracują z instalacją LPG, pod warunkiem że jest ona poprawnie dobrana i zestrojona, a zawory mają zapewnione właściwe chłodzenie. To pozwala obniżyć koszty paliwa do poziomu porównywalnego z małymi dieslami, bez ryzyka typowego dla nowoczesnych wysokoprężnych jednostek: kłopotów z DPF, drogich wtryskiwaczy czy turbiny.

Przy rozsądnej eksploatacji, bez katowania silnika na zimno, biegiem czasu jednostki benzynowe w Colcie potrafią spokojnie przejechać duże przebiegi, nie prosząc się o remont. Najpopularniejszą bolączką bywają drobne wycieki, zużycie cewek zapłonowych czy przepustnic, ale to naprawy stosunkowo tanie i proste dla przeciętnego warsztatu.

Dostępność części i koszty serwisu – mniej strachu przed rachunkami

Obawa przed „drogim japończykiem” często jest przesadzona. W przypadku Colta części eksploatacyjne, takie jak klocki, tarcze, amortyzatory, wahacze, filtry, paski, pompy wody czy sprzęgło, są powszechnie dostępne w zamiennikach w rozsądnych cenach. Duża część komponentów jest wspólna z innymi modelami i koncernami, co jeszcze bardziej obniża koszty.

W praktyce większość standardowych napraw i przeglądów można wykonać w dobrym, niezależnym warsztacie, bez konieczności wizyty w autoryzowanym serwisie. To kluczowe dla młodego kierowcy, który często liczy każdą złotówkę i nie chce być uzależniony od jednej, drogiej stacji obsługi.

Wielu mechaników zna Colta od lat i ma na nim dobrze przetrenowane procedury. Nie jest to egzotyczny samochód, do którego trzeba ściągać części z drugiego końca świata. Jeżeli wybrany egzemplarz nie był mocno „kombinowany” (np. po nieudanych przeróbkach elektryki czy tuningu), naprawy są przewidywalne i raczej nie zaskakują gigantycznymi kosztami.

Rozsądne spalanie i realne koszty eksploatacji

Silniki benzynowe Colta w mieście zwykle zużywają paliwo na poziomie, który nie bije po kieszeni młodego kierowcy. Przy spokojnej jeździe jednostka 1.1 potrafi się zmieścić w rozsądnym zużyciu, 1.3 i 1.5 potrzebują trochę więcej, ale wciąż pozostają w granicach akceptowalnych na codzienne dojazdy. Na trasie, przy prędkościach do 100–120 km/h, spalanie pozostaje sensowne, chociaż większe prędkości windują je ze względu na słabe opływy i krótkie przełożenia.

Do tego dochodzi niskie zużycie części eksploatacyjnych. Lekka konstrukcja auta oznacza mniejsze obciążenie hamulców, zawieszenia i opon. W praktyce, jeśli ktoś nie jeździ jak kierowca rajdowy, komplety klocków i tarcz służą długo, a zawieszenie wybija się głównie od dziur i „krawężnikowej” jazdy, a nie od nadmiernej masy samochodu.

Mniejsza „kuszącość” dla złodzieja i większa szansa na normalną historię

Bezpieczeństwo ponad „bajery” – jak Colt chroni młodego kierowcę

Młody kierowca zwykle myśli o felgach, radiu i przyspieszeniu, a zderzenie czołowe jawi się jako coś z filmów, nie z realnego życia. Aż do pierwszej sytuacji, gdy ktoś wyjedzie z podporządkowanej, a droga nagle zrobi się za krótka. Wtedy nagle liczy się już tylko to, jak samochód znosi uderzenia i co ma w środku, żeby pasażerowie wyszli z niego na własnych nogach.

Colt VI generacji wypada przyzwoicie jak na auto miejskie – strefy kontrolowanego zgniotu, wzmocnienia progów, pasy z napinaczami i kilka poduszek powietrznych w większości egzemplarzy to realna różnica przy poważnym dzwonie. W porównaniu z leciwą generacją CJ0, gdzie często mamy tylko dwie poduszki i podstawowe systemy, Z30 po prostu lepiej chroni przy kolizjach z większymi samochodami czy barierkami.

ABS to już niemal standard, a w wielu egzemplarzach znajdzie się też EBD (elektroniczny rozdział siły hamowania). Brak ESP może być minusem dla kogoś przyzwyczajonego do najnowszych aut, ale jednocześnie uczy pokory i czucia samochodu – zwłaszcza na mokrej nawierzchni czy śliskiej zimą kostce brukowej.

Jeśli ktoś zastanawia się, czy dopłacać do bogatszej wersji z dodatkowymi poduszkami bocznymi i kurtynami, odpowiedź w przypadku młodego kierowcy brzmi zwykle: tak. Jeden lepiej wyposażony egzemplarz może w praktyce zniwelować błąd, który przytrafi się szybciej, niż dojedzie się do „doświadczenia” za kierownicą.

Wnętrze i ergonomia – mniej rozpraszaczy, więcej kontroli

Wyobraź sobie auto, w którym większość funkcji obsługuje się pokrętłem lub prostym przyciskiem, a nie dotykowym ekranem. Mniej klikania, mniej patrzenia w dół, więcej czasu z oczami na drodze – dla kogoś świeżo po kursie to spory komfort psychiczny. Colt pod tym względem jest dość tradycyjny, co na początku działa na plus.

Pozycja za kierownicą jest wysoka jak na segment B, szczególnie w Z30. Widać dobrze maskę, krawędzie auta i to, co dzieje się dookoła. To ułatwia ocenę odległości przy parkowaniu i manewrach na ciasnych osiedlowych parkingach. Nie ma tu efektu „siedzenia w dziurze”, znanego z niektórych starszych kompaktów.

Wnętrze jest twarde, momentami wręcz surowe, ale ma jedną zaletę – znosi trudy życia: przewożenie znajomych, zakupów, roweru czy kartonów przy przeprowadzce na studia. Tapicerka dobrze znosi zużycie, plastiki rysują się, ale rzadko coś faktycznie się rozpada, dopóki ktoś nie potraktuje wnętrza jak warsztatu do cięcia desek czy noszenia gruzu.

Prosty kokpit ma też jeszcze jedną zaletę – szybko zapamiętuje się układ przełączników. Po kilku dniach jazdy młody kierowca jest w stanie obsługiwać większość funkcji „z pamięci mięśniowej”, bez szukania wzrokiem, co z kolei przekłada się na spokojniejszą i mniej nerwową jazdę.

Mniejsza „kuszącość” dla złodzieja – spokojniejsza głowa pod blokiem

Na osiedlu często stoją obok siebie świeże crossovery, dopieszczone „premium” i niepozorny, kilkunastoletni Colt. Gdy w nocy ktoś przegląda parking w poszukiwaniu łupu, domyślasz się, który samochód ma najmniejsze szanse, by przyciągnąć uwagę. I w tym właśnie tkwi jeden z cichych atutów Colta.

Mitsubishi Colt, zwłaszcza w zwykłych, benzynowych wersjach, rzadko jest obiektem zainteresowania złodziei. Nie jest prestiżowy, nie ma modnego logo ani drogiego wyposażenia do rozbiórki. To zmniejsza stres związany z pozostawianiem auta na ulicy, pod akademikiem czy na niestrzeżonych parkingach pod blokiem.

Drugim skutkiem takiej „niemodności” jest większa szansa, że auto miało spokojne życie. Właścicielami często były osoby traktujące Colta jako zwykły środek transportu – do pracy, na zakupy, na wakacje. Mniej prawdopodobne są przeszłe przygody rodem z „Fast & Furious”: katowanie na autostradach, dzikie przeróbki mechaniczne czy regularne palenie gumy.

Dla młodego kierowcy oznacza to większe prawdopodobieństwo, że znajdzie zadbany egzemplarz, a nie „odświeżonego trupa” z potężną listą ukrytych problemów. Oczywiście zawsze trzeba sprawdzić historię auta, ale statystycznie Colt nie ma tak dużego odsetka „zmasakrowanych” egzemplarzy jak niektóre popularne modele sportowo-kompaktowe.

Białe miejskie Mitsubishi Colt z otwartymi drzwiami i bagażnikiem
Źródło: Pexels | Autor: Mike Bird

Wady i ograniczenia Colta – gdzie młody kierowca może się rozczarować

Komfort jazdy – twarda szkoła dziurawej drogi

Pierwsza dłuższa trasa Coltem często kończy się komentarzem: „Da się dojechać, ale tyłek czuć”. Zawieszenie, szczególnie w Z30, jest raczej sztywne i krótkoskokowe. Na równym asfalcie daje to pewność prowadzenia, ale na typowych polskich drogach pełnych łat, studzienek i poprzecznych pęknięć zaczyna męczyć.

Na miejskich „hopkach” i progach zwalniających nadwozie potrafi podskoczyć, a pasażerowie z tyłu będą narzekać bardziej niż ci z przodu. Przy dłuższej jeździe po drogach drugiej kategorii irytują drobne wstrząsy i przenoszenie nierówności na kierownicę. Kto przesiada się z miękkiej kanapy rodzinnego sedana, poczuje różnicę od razu.

To zawieszenie ma jednak też swoją zaletę – szybko komunikuje, że jedzie się po kiepskiej nawierzchni. Młody kierowca zaczyna z czasem omijać dziury z większą starannością, bo każdy przejazd „na pałę” czuć całym samochodem. Twardo, ale wychowawczo.

Wykończenie i wygłuszenie – w środku jest głośniej niż w nowszych autach

Przy 90 km/h Colt jest akceptowalnie cichy. Kłopot zaczyna się, gdy pojawia się autostrada i licznik pokazuje 120–140 km/h. Do kabiny wdziera się szum powietrza, wycie silnika kręcącego się na wyższych obrotach i dźwięk opon, który przy kiepskim asfalcie potrafi być naprawdę męczący.

To nie jest auto stworzone do połykaniu setek kilometrów dziennie. Oczywiście dojedzie, nie rozpadnie się, ale po kilku godzinach jazdy na wyższych prędkościach zmęczenie kierowcy jest odczuwalne. Rozmowy z tylną kanapą wymagają już podniesienia głosu, a słabsze audio może zwyczajnie nie przebić się przez hałas.

Plastiki we wnętrzu lubią czasem zaskrzypieć na nierównościach, zwłaszcza w starszych egzemplarzach z większym przebiegiem. Dla jednych to drobiazg, inni zaczynają „polowanie na świerszcze”, podklejając elementy pianką lub taśmą filcową. Taki urok auta miejskiego z tamtych lat – użytkowego, a nie „salonowego”.

Bagażnik – zaskakująco pojemny, ale wciąż miejski

Scenka z życia: paczka wody, dwie torby na siłownię, plecak na uczelnię i nagle okazuje się, że miejsca w Colcie zaczyna brakować. Bagażnik jak na segment B jest sensowny, ale daleko mu do kombi czy nawet większych kompaktów. Dla singla lub pary wystarczy z nawiązką, dla czterech osób w weekendowym wyjeździe trzeba już układać rzeczy jak w Tetrisie.

Po złożeniu tylnej kanapy da się przewieźć rower (po odkręceniu koła), małą pralkę czy pudła z rzeczami przy przeprowadzce. Problem w tym, że młody kierowca często oczekuje od pierwszego auta wielozadaniowości – a tu fizyki nie da się oszukać. Krótkie nadwozie i kompaktowe wymiary ograniczają możliwości przewozowe.

Dla kogoś, kto regularnie wozi większe przedmioty, Colt może wymagać częstszych kursów lub dogadania się z kimś, kto ma większy samochód. Z drugiej strony, ten brak ogromnego bagażnika bywa plusem – trudniej jest uczynić z Colta „mobilny magazyn”, co z kolei pozytywnie wpływa na zużycie zawieszenia i hamulców.

Braki w nowoczesnych systemach – nie zawsze jest „asystent, który uratuje”

Jeśli ktoś kończy kurs na nowym aucie szkoleniowym z całą baterią systemów wsparcia, może się zdziwić, wsiadając do Colta. Nie ma tutaj automatycznego hamowania awaryjnego, asystenta utrzymania pasa ruchu, monitorowania martwego pola ani aktywnego tempomatu. Jest kierownica, pedały, lusterka i ABS – reszta zależy od kierowcy.

Dla jednych to wada – brak „elektronicznej poduszki bezpieczeństwa”, która skoryguje błąd czy nieuwagę. Dla innych plus – szybciej wyrabia się nawyki obserwacji otoczenia i prawidłowej pracy lusterek. Trzeba jednak mieć świadomość, że Colt nie wybaczy tylu głupot, co nowa hybryda naszpikowana asystentami.

Nie ma też fabrycznych kamer cofania (poza nielicznymi doposażeniami), wyrafinowanych czujników parkowania czy rozbudowanych systemów multimedialnych. Jeśli ktoś potrzebuje takich dodatków, musi je dołożyć we własnym zakresie – co na szczęście jest możliwe i stosunkowo tanie, ale wymaga odrobiny czasu i rozsądnego elektryka.

Diesle w Colcie – kuszą spalaniem, rozczarowują ryzykiem

Na portalach ogłoszeniowych często kusi opis: „1.5 diesel, bardzo oszczędny, pali jak zapalniczka”. Dla młodego kierowcy, który liczy każdy litr, wygląda to jak idealna opcja. Problem w tym, że miejskie użytkowanie diesla, krótkie odcinki i tanie paliwo z byle jakiej stacji potrafią szybko zamienić tę „oszczędność” w serię kosztownych wizyt u mechanika.

W Colcie pojawiały się diesle głównie z rodziny 1.5 DI-D rozwijane wspólnie z innymi producentami. To jednostki przyzwoite, ale w pierwszym aucie zwykle niepotrzebnie komplikują życie. Potencjalne problemy z wtryskiwaczami, turbosprężarką, ewentualnym filtrem cząstek stałych czy dwumasowym kołem zamachowym potrafią jedną awarią „zjeść” roczną oszczędność na paliwie.

Diesel ma sens przy bardzo dużych rocznych przebiegach i regularnej jeździe w trasie, nie przy codziennym przeskakiwaniu pięciu kilometrów do szkoły lub pracy. Dlatego w kontekście pierwszego auta dla młodego kierowcy, który dopiero wyrabia sobie nawyki za kierownicą, bezpieczniejszym i prostszym wyborem pozostaje benzyna, nawet kosztem nieco wyższego spalania na papierze.

Silniki w Mitsubishi Colcie – które wybrać, których unikać?

Benzyna 1.1 – dla spokojnych kierowców i miasta

Wyjazd za miasto, cztery osoby na pokładzie, bagażnik wypchany po dach i ktoś mówi: „Wciśnij gaz!”. Kierowca wciska, a Colt próbuje, jak może, ale cudów nie robi. Tak mniej więcej wygląda życie z silnikiem 1.1, jeśli oczekuje się od niego cudownej dynamiki.

Jednostka 1.1 w Z30 to klasyczna, prosta benzyna. Ma małą pojemność, niewielką moc, ale odwdzięcza się niskim spalaniem przy spokojnej jeździe i bardzo przyzwoitą trwałością. Do codziennych dojazdów po mieście, jazdy w korkach, parkowania i sporadycznych wypadów za miasto sprawdzi się dobrze, o ile zaakceptuje się ograniczone osiągi.

To silnik, który dobrze znosi LPG, jeśli instalacja jest poprawnie dobrana i kierowca nie katuje go ciągłym „pełnym butem”. Przy sensownym serwisie robi duże przebiegi, a w razie awarii naprawy zwykle nie są przesadnie drogie. Wadą jest jedynie to, że szybko zaczyna brakować mocy, gdy pojawi się autostrada lub strome podjazdy z kompletem pasażerów.

Benzyny 1.3 i 1.5 – rozsądny kompromis między osiągami a prostotą

Jeśli ktoś od razu czuje, że 1.1 będzie za słabe, najrozsądniejszym wyborem stają się silniki 1.3 i 1.5. Dają zauważalnie lepszą dynamikę, szczególnie przy wyprzedzaniu i jeździe w trasie, a jednocześnie nie wprowadzają komplikacji znanych z nowoczesnych, małych turbobenzyn.

Jednostka 1.3 to złoty środek dla kogoś, kto większość czasu spędza w mieście, ale nie chce czuć się bezradny przy okazjonalnej drodze ekspresowej czy górskiej. Pozwala utrzymywać prędkości autostradowe bez wrażenia, że silnik zaraz wyjdzie maską, chociaż hałas w kabinie nadal będzie odczuwalny.

Silnik 1.5 daje już wyczuwalny zapas mocy. Colt z tą jednostką staje się żwawy, szczególnie w niższych biegach, co czasami aż prosi się o zbyt optymistyczne manewry u osób z małym doświadczeniem. Dla odpowiedzialnych kierowców to przyjemny motor – elastyczny, bez dramatycznego wzrostu spalania względem 1.3, za to z większym marginesem bezpieczeństwa przy wyprzedzaniu.

Oba te silniki dobrze współpracują z LPG, jednak w 1.5 trzeba zwrócić większą uwagę na jakość instalacji i regularną regulację, żeby nie przegrzewać głowicy i nie przyspieszać zużycia zaworów. W obu przypadkach